Grzegorz Przemyk
Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia PolskiGrzegorz Przemyk był młodym polskim poetą i uczniem szkoły średniej, którego tragiczna śmierć w maju 1983 roku stała się jednym z najbardziej przejmujących symboli brutalności aparatu władzy komunistycznej w okresie schyłku stanu wojennego. Urodził się 17 maja 1964 roku w Warszawie jako syn inżyniera Leopolda Przemyka oraz Barbary Sadowskiej. Jego matka była znaną, niezależną poetką silnie zaangażowaną w działalność opozycji demokratycznej w PRL. Sadowska współpracowała m.in. z Komitetem Obrony Robotników oraz działała w Prymasowskim Komitecie Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom. Aktywność ta sprowadziła na rodzinę stałą inwigilację ze strony Służby Bezpieczeństwa. Zaledwie kilka dni przed tragedią syna, 3 maja 1983 roku, Barbara Sadowska została dotkliwie pobita przez milicjantów podczas brutalnego napadu na komitet przy kościele św. Marcina w Warszawie.
Grzegorz Przemyk uczył się w stołecznym XVII Liceum Ogólnokształcącym im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Rozwijał pasje literackie, pisząc wiersze nacechowane wrażliwością oraz poszukiwaniem wolności wewnętrznej. Dnia 12 maja 1983 roku wraz z kolegami, w tym Cezarym Filozofem i Jakubem Kotańskim, świętował na placu Zamkowym w Warszawie pomyślne zdanie egzaminów maturalnych. Radosne zachowanie młodych ludzi przyciągnęło uwagę patrolu Milicji Obywatelskiej oraz funkcjonariuszy ZOMO. Ponieważ Przemyk nie posiadał przy sobie dowodu osobistego, milicjanci podjęli decyzję o jego zatrzymaniu w celu weryfikacji tożsamości. Przewieziono go do pobliskiego XVIII Komisariatu MO przy ulicy Jezuickiej 1/3, a jako świadek zabrał się z nim Cezary Filozof.
Na komisariacie Grzegorz Przemyk stał się ofiarą bestialskiego pobicia. Odmawiał podania danych i stawiał bierny opór. W odwecie trzech funkcjonariuszy zaczęło zadawać mu brutalne ciosy. Dyżurny jednostki, Arkadiusz Denkiewicz, instruował podwładnych słowami: „Bijcie tak, żeby nie było śladów”. Nastolatek otrzymał ponad 40 uderzeń pałkami w plecy i barki oraz kilkanaście potężnych ciosów łokciami i pięściami prosto w brzuch, co spowodowało katastrofalne, niewidoczne z zewnątrz uszkodzenia narządów wewnętrznych.
Chłopak został zabrany przez karetkę pogotowia ratunkowego do placówki przy ulicy Hożej. Lekarze początkowo nie zdiagnozowali krytycznego stanu jamy brzusznej z powodu braku zewnętrznych sińców, sugerując podłoże psychiatryczne. Przemyk wrócił do domu, lecz jego stan gwałtownie się pogarszał. Po ponownym przewiezieniu do szpitala i przeprowadzeniu operacji ratunkowej stwierdzono ciężkie pęknięcie jelit oraz rozległe zapalenie otrzewnej. Pomimo wysiłków chirurgów Grzegorz Przemyk zmarł 14 maja 1983 roku. Odszedł na trzy dni przed swoimi dziewiętnastymi urodzinami.
Pogrzeb maturzysty odbył się 19 maja 1983 roku na Cmentarzu Powązkowskim i przerodził się w ogromną, cichą manifestację polityczną przeciwko jawnemu bezprawiu komunistycznemu. Mszę żałobną w kościele św. Stanisława Kostki odprawił ks. Jerzy Popiełuszko, a w kondukcie maszerowało kilkadziesiąt tysięcy ludzi w całkowitym milczeniu, trzymając w górze dłonie z uniesionymi palcami w znaku zwycięstwa.
Po tragedii najwyższe władze państwowe z generałem Wojciechem Jaruzelskim i szefem MSW Czesławem Kiszczakiem na czele uruchomiły potężną machinę propagandową i dezinformacyjną. Celem było całkowite zatuszowanie winy milicjantów. W tym celu Biuro Polityczne KC PZPR osobiście nadzorowało operację niszczenia dowodów, preparowania śladów oraz zastraszania kluczowych świadków. W wyreżyserowanym procesie z 1984 roku winą obarczono bezbronnych sanitariuszy pogotowia ratunkowego, którzy transportowali Przemyka. Wymuszono na nich fałszywe zeznania poprzez groźby i bicie. Milicjanci zostali całkowicie oczyszczeni z zarzutów.
Po upadku komunizmu w 1989 roku ponowiono próby pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności. Jednak ze względu na celowe zniszczenie akt, matactwa oraz obstrukcję prawną procesy ciągnęły się latami. Ostatecznie sądy III Rzeczypospolitej skazały jedynie Arkadiusza Denkiewicza, który jednak uniknął kary więzienia z powodów zdrowotnych. Bezpośredni sprawcy śmiertelnego pobicia nigdy nie zostali skutecznie ukarani. W 2010 roku Sąd Najwyższy ostatecznie umorzył sprawę ze względu na przedawnienie karalności czynu, co do dziś budzi głęboki sprzeciw moralny. Grzegorz Przemyk pośmiertnie, w 2008 roku, został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych.